Dzień trzeci rozpoczął się od przejazdu metrem do ogrodu Luksemburskiego. Ten paryski ogród powstał około roku 1630 na życzenie drugiej żony i wdowy po Henryku IV, Marii Medycejskiej. W północnej części parku wzniesiono Pałac Luksemburski. Pałac i ogród miały jej przypominać o Pitti i ogrodach Boboli w rodzinnej Florencji. W ogrodach znajduje się pomnik Fryderyka Chopina. Ogrody nie okazały całego swojego piękna, z uwagi na porę roku, w której przyszło nam je zwiedzać.
Następnie skierowaliśmy się w kierunku domu w którym mieszka główna bohaterka filmu „Amelia”. Dostrzegliśmy panie stojące przed Jej domem z odpowiednim okryciem głowy charakterystycznym dla bohaterki naszego filmu a mianowicie czerwonym berecie. Po przeciwnej stronie na wprost okien znajduje się ciastkarnia, w której Amelia ma w zwyczaju kosztować ciastka. Rozgłos, który przyniósł właścicielom ciastkarni film o Amelii, w rzeczywistości okazał się przekleństwem. Tłumnie odwiedzający turyści lokal pozostawiali nie przychylne komentarze na portalach społecznościowych. I bynajmniej nie chodziło o to, że ciastkarnia serwowała gorszej jakości ciastka! Powód był bardziej trywialny i próżny. Nowo przybywający fallowersi naszej bohaterki zachowywali w swojej głowie wyidealizowany obraz, który w zderzeniu z rzeczywistością przyniósł frustacje, której dawano wyraz na portalach społecznościowych.
Idąc ulicami Paryża w kolejnym kroku skierowaliśmy się do Panteonu. Budowla, zgodnie z pierwotnym zamysłem króla Henryka XV miała być kościołem jako wotum wdzięczności za przywrócenie zdrowia. Od czasów rewolucji francuskiej świątynia została przekształcona w obiekt świecki w mauzoleum, gdzie spoczywają wybitne postaci wśród nich Maria Skłodowska-Curie i jej mąż Pierre. Tytułem krótkiej wzmianki warto odnotować, że Maria Skłodowska pracowała w Polsce pod zaborami jako korepetytorka, aby finansowo wspierać swoją starszą siostrę Bronisławę, która w tym czasie studiowała medycynę w Paryżu. Nie sposób nie wspomnieć anegdoty o córkach Marii Skłodowskiej Curie. Maria miała dwie córki Irenę i Eve. Irena poszła w ślady matki i nomen omen też jest Laureatką Nagrody Nobla, podobnie jej ojciec Pierre - mąż Mari. Eva, młodsza córka państwa Curie nie poszła w ślady rodziców i siostry Irene. Bardziej niż naukami przyrodniczymi interesowała się muzyką. Lubiła ponadto brylować w towarzystwie. Pewnego razu na jednym z takich spotkań przedstawiając się miała powiedzieć: „Jestem Eva Curie, jedyna z rodziny Curie, która nie otrzymała Nobla”.
Z Panteonu udaliśmy się w stronę Place de la Sorbone, gdzie znajduje się francuska Sorbona. Zanim tam dotarliśmy otarliśmy się o prestiżowe Liceum Ludwiga Wielkiego
(Lycée Louis-le-Grand). Liceum to odegrało kluczową rolę w kształceniu francuskich elit i jest znane jako "kuźnia wielkich ludzi". Kiedy dotarliśmy do prestiżowej Sorbony tuż u wejścia głównego po prawej stronie wmurowany jest zegar, który odmierzając czas miał przypominać spóźniającym się studentom, aby nie mieli odwagi wchodzić na wykłady. Spóźnianie się jest wielce naganne! Kiedy z lewej strony spojrzy się w gorę można dostrzec fragment kopuły, pod która spoczywa nie kto inny jak znany wszystkim z „Trzech Muszkietrów” kardynał Armand Richelieu. Zasługi kardynała w promocji uniwersytetu są niecenione. To on bowiem widząc przemijający okres świetności Sorbony postanowił przeprowadzić z powodzeniem daleko idąca restrukturyzacje i reformę uniwersytetu, tak, aby cieszyła się prestiżem przez kolejne stulecia. Ważnym elementem zmiany było otwarcie uniwersytetu na nauki przyrodnicze, które wypierały teologię. Wejście na teren Uniwersytetu z powodów bezpieczeństwa jest dzisiaj niemożliwy.
Posuwając się prostopadle wzdłuż budynku Uniwersytetu zza rogu po prawej stronie przy małym skwerku znajduje się posąg Michela de Montaigne’a. Posąg ten jest cieszy się szczególnym uznaniem studentów Sorbony. Bowiem każdy kto potrze prawą stopę posągu i wypowie „Salut Montaigne” może być pewny zdania nadchodzących egzaminów. Nasi uczniowie chcąc zapewnić sobie zdanie przyszłych egzaminów ochoczo skorzystali z okazji. Skwerek ten jest jeszcze z jednego punktu widzenia istotny. Znajduje się w nim bowiem odlana z brązu wilczyca kapitolińska symbol stolicy imperium rzymskiego. Ten skromny element ma przypominać Paryżanom, że w odległej przeszłości starożytni Rzymianie zapuścili się na ich tereny.
Dalej udaliśmy się na Rue du Sommerrad cały czas poruszając się po dzielnicy Łacińskiej dotarliśmy do Pałacu Cluny, który obecnie jest przekształcone w Narodowe Muzeum Średniowiecza. To tu znajdują się słynne gobeliny „Dama z Jednorożcem”. Kierując się w stronę Katedry Notre Dame natrafiamy na najwęższą ulicę Paryża oraz sieć księgarni Gilbert. Tu sprzedaje się książki nowe jaki i stare, które zgromadzone są w kilkupiętrowym budynku. Stąd mostem przekraczamy rzekę Sekwanę i rzuca nam się w oczy monumentalna budowla, która jest katedra Notre Dame. Jej majestatyczności nie opiszą moje ubogie słowa. Niech zatem przemówią zdjęcia, które, daj Boże!, będą nieodległą analogią prawdziwych artefaktów.
Zwiedziwszy Katedrę udaliśmy się do Muzeum Louvre. Muzeum znajduje się w Pałacu Luwru (Palais du Louvre) znanym już w średniowieczu. U schyłku XII wieku król Filip II August wzniósł w tym miejscu zamek warowny. W drugiej połowie XIV wieku Karol V Mądry uczynił z zamku rezydencję królewską. W XVI wieku Franciszek I zamienił tę budowlę w monumentalny renesansowy pałac. Autorem barokowej przebudowy pałacu był Jacques Lemercier. W 1672 Ludwik XIV przeprowadził się do Wersalu, natomiast w Luwrze zostawił bogatą kolekcję dzieł sztuki antycznej. Podczas rewolucji francuskiej 8 września 1793 r. Konwent Narodowy wydał dekret o zamienieniu pałacu w muzeum.
Muzeum zostało otwarte 10 sierpnia 1793 r. Znaczną część stanowiły konfiskaty dóbr kościelnych i królewskich oraz łupy ze zbiorów na terenach podbitych przez Napoleona I Bonaparte. Powiedziano mi, że gdyby dzisiaj ktoś chciał zwiedzić całą kolekcję dóbr sztuki potrzebowałby 21 lat! Uczniowie nasi, podobnie jak zdecydowana większość zwiedzających, z uwagi na ograniczony czas, kierowała swoje kroki do słynnego obraz Leonardo da Vinci Mona Lisa (moja pani). Obraz znajduje się na dużej sali otoczonej licznymi i znacznie większymi obrazami. Nie ma możliwości bezpośrednio spojrzeć owej Pani prosto w oczy, z uwagi na barierki odgradzające, które skutecznie zapewniają „dystans społeczny”. Wrażenia zapewne każdy ma swoje . Moja uwagę przykuły trzy obrazy: „Starzec i dziecko” najprawdopodobniej dzieło Domenico Ghirlandaia, „Wolnośc wiodąca lud na barykady” Eugène’a Delacroix oraz „Lady Macbet” dzieło Johann Heinrich Füssl
Po południu, metrem przemieściliśmy się w kierunki restauracji, gdzie mieliśmy wykupione obiadokolacje. Zanim dane nam było skosztować jedzenia, trafiliśmy na Jarmak Bożonarodzeniowy Spędziliśmy tu 1,5 h. Można było kosztować lokalnych smaków, wypieków ale i zabaw. Tych ostatnia zarówno Ania jak i Maja sobie nie odmówiły. Dzieci czuły się w swoim żywiole. Następnie udaliśmy się na obiadokolację, aby około 20:30 dotrzeć do hotelu. Tak upłynął nam poranek i dzień trzeci.